Robin Hood paradoksalnie daje ogrom możliwości dla twórców gier. Na jego motywach można stworzyć grę akcji, gdzie ze zwinnością Księcia Persji zdejmujemy kolejnych przeciwników, biorąc pod uwagę zawiłości fabuły uniwersum nadaje się na umiejscowienie gry przygodowej, czy cRPG, umiejętności Robin Hooda zaś nadają się na grę sportową, w której rozgrywamy zawody strzeleckie, czy grę strategiczną, w której to dowodzimy słynnymi facetami w rajtuzach. Panowie z Spellbound Entertainment zdecydowali się na tą ostatnią opcję i wyszło im to doskonale. Gra wyszła bez dwóch lat dekadę temu, a nic przez ten czas nie straciła.
Robin Hood: Legenda Sherwood to gra taktyczna mająca wiele wspólnego z takimi grami jak świetne, umiejscowione w dzikim zachodzie Desperados: Wanted Dead or Alive, nieco nowszym Outfront oraz słynną serią Commandos. Z czym to się je?
Całą rozgrywkę obserwujemy w rzucie izometrycznym w trzech możliwych kalibracjach. Najbliższa może budzić nie lada zgorszenie z powodu rozpikselowanej grafiki. W bardziej oddalonych widokach niestanowi to żadnego problemu, stąd grałem ze średnim oddaleniem. Gry taktyczne żyją w pewnej zażyłości z grami strategicznymi, choć stanowią zupełnie odrębny gatunek. Z wyjątkiem kilku pierwszych misji stanowiących dla nas samouczek sterujemy naraz małym oddziałem rzezimieszków. Możemy nimi odpowiednio zarządzać i wysyłać w interesujące nas miejsca. Zgodnie z tradycją gatunku każdy bohater posiada unikalne zdolności - no, może nie do końca każdy, bo wojacy dzielą się na dwa typy: zwykłych szeregowych i bohaterów powieści o Robin Hoodzie, spośród których znajdziemy tak barwne postaci, jak Szkarłatny Will, Lady Marion, Mały John czy Braciszek Tuck. Każdy dysponuje różnymi zdolnościami i warto zapamiętać to kto, w czym się specjalizuje, ażeby sprytnie wykorzystywać to w zadaniach. Robin Hood rzecz jasna strzela z łuku, a strzela zarówno we wrogów, jak i w pułapki zabijające naraz całe tabuny nieprzyjaciół. Lady Marion może ziołami uzdrawiać "martwych" członków drużyny zaś Szkarłatny Will sprawnie osłania się tarczą. Równie dobrze można korzystać z szeregowych członków kompanii, którzy to dzielą się na Siłacza, Łucznika i Garbarza. O ile już na pierwszy rzut oka zdolności dwóch pierwszych są jasne, to Garbarz może korzystać z wytrychów i ziół leczniczych. Przyznaję, że do zadań bardzo rzadko rekrutowałem zwyczajne postaci, skupiając się na tych znanych. Skąd kompletowało się załogę?
Plusy:
- faceci w rajtuzach
- mnogość umiejętności i opcji
- ciekawa fabuła
- przystępność
- wiecznie żywa oprawa audiowizualna
Minusy:
- koneserzy i tak wolą Commandos :)






Pat dlatego mam na CD-A, bo tam masz reklamę od razu ^^























